To, co najważniejsze, kryje się pod czaszką.
Blog > Komentarze do wpisu
BASEN

Obudziłem się rano i mnie olśniło.
W pokoju gościnnym zrobię basen. Tak, to świetny pomysł. Nigdzie i u nikogo nie widziałem basenu w mieszkaniu w bloku, wszyscy więc będą mi zazdrościć.
I już zacząłem sobie wyobrażać jak goście zamiast przy normalnym stole siedzą sobie w basenie i posilają się z talerzy pływających na tackach, gdy leżąca obok ślubna zapytała:
- Nie śpisz już kochanie?
- Nie. Miałem sen i mnie olśniło. Zbudujemy sobie basen w pokoju - odpowiedziałem
- Yhyyy – ślubna zamamrotała gubiąc resztki sennych wątków i przeciągając się na łóżku.

Wstałem, ubrałem się i pocwałowałem do salonu robić projekt basenu.
Przed obiadem miałem wszystko rozrysowane na 20 kartkach. Plan ogólny, widok z góry, przekroje. Przewidziałem nawet półkę szeroką na 30 cm przy ścianie, by ślubna mogła przejść z zakupami do kuchni nie mocząc sobie stóp. Do kuchni niestety jedyna droga prowadziła przez nasz salon, co komplikowało mi co nieco możliwości, ale półka na przejście sucha stopą załatwiała sprawę.
Podczas obiadu przedstawiłem rodzinie swoją koncepcję rzucając dumnie na stół przed wszystkimi kartki z projektem.
- Co to jest? – nieśmiało zapytała ślubna.
- Jak to co? – odpowiedziałem – projekt basenu, który zbudujemy sobie w salonie. Mówiłem Ci rano, a ty się zgodziłaś.
- Ja?!?!?!?! – zdziwiła się ślubna.
- Czyż tyś oszalał synku? Po co Ci basen w pokoju? Jeszcze zalejesz sąsiadów – moja mama jak zwykle widziała dziurę w całym.
- O! Kolejny głupi pomysł taty – dodał Miecio
- Ależ tatku, w naszym 14-sto metrowym salonie nie zmieści się basen – dorzuciła swoje Jadzia.

- Jak wy nic nie rozumiecie!!! Wszystko się zmieści, pomysł wcale nie jest głupi i nie zalejemy sąsiadów – odpowiedziałem używając merytorycznych argumentów – tu macie mój projekt. W czasie obiadu ogłaszam konsultacje rodzinne.
Rodzina pochyliła się nad kartkami, na których wszystko było rozrysowane.
Po pięciu minutach przeglądania mojego projektu ślubna wstała od stołu.
- Komu dolewkę zupy? – spytała
- Mnie!!! – wrzasnął Miecio
- Ja już dziękuję, bo dbam o linię – odpowiedziała Jadzia
- A ja poproszę jeszcze troszkę – moja mama nigdy nie dbała o linię.
- Zaraz. Co Wy tu o zupie! Siadać! Teraz konsultujemy projekt basenu – odezwałem się urażony olewającym stosunkiem domowników wobec mojej wizji.
- Ależ co my tu mamy konsultować – odparowała ślubna – ta twoja wizja jest durna i tyle. Zapomnijmy o tym.
- Twoja żona ma rację synku – dorzuciła swoje mama.
- Co to to nie!!! – uparłem się – będzie basen i już. Proponuję demokratycznie przegłosować wszystko. Większość zdecyduje.


Wziąłem 5 kartek czystego papieru i napisałem na nich pytanie:
"Czy jesteś za rozwojem i zbudowaniem basenu w salonie wg mojego pomysłu?"
Poniżej wielki kwadrat z równie wielkim "
TAK". Obok mały kwadracik z jeszcze mniejszym "nie".
Rozdałem kartki wszystkim.
- Głosujemy. Głosowanie jest tajne. Kartki proszę wrzucać do szuflady w komodzie. Macie wszyscy czas do wieczornych wiadomości – zarządziłem.
Nie czekając postawiłem wielkie plus w kratce obok TAK, wrzuciłem do szuflady, po czym wyszedłem na spacer z psem.
Jak nastał koniec czasu na głosowanie zajrzałem do komody. Była tylko moja kartka....
Zwołałem wszystkich. Przyszli niechętnie.
- Po przeliczeniu głosów ogłaszam. W głosowaniu wzięło udział 20% uprawnionych. 100% głosujących opowiedziało się za rozwojem i basenem. Wolą większości budujemy więc basen w salonie.

Życie przerosło w tym przypadku fikcję:
http://miasta.gazeta.pl/bialystok/1,35241,4147971.html

 http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,4149166.html

czwartek, 20 września 2007, vampi_r

Polecane wpisy

  • Agent

    Miałem kończyć właśnie rozmowę ze swoją ukochaną, gdy w słuchawce pojawiły się jakieś trzaski i jęki. - Skończcie z tymi czułościami, bo już mnie zaczęło mdlić

  • Ząb

    Najpierw pojawiło się delikatne ukłucie, jakby niewidzialnej szpileczki. Gdzieś w okolicy dolnej szóstki, z której plomba wypadła jakieś 15 lat temu. Pomacałem

  • Nasza klasa

    Szedłem na spotkanie bez przekonania. „Przecież ja tych ludzi w ogóle nie pamiętam” – przypominałem sobie swoją rozmowę ze Staśkiem, z którym