To, co najważniejsze, kryje się pod czaszką.
Blog > Komentarze do wpisu
Pomyłka

Ze snu wyrwał mnie nagle dzwonek telefonu. Przez moment nie wiedziałem, czy to jeszcze resztki marzeń sennych, czy rzeczywistość. Po krótkiej chwili po omacku  odszukałem w ciemności słuchawkę, uniosłem ją zaspaną dłonią i przyłoztłem do jeszcze bardziej zaspanego ucha.
- Słucham.... – rzuciłem z trudem powstrzymując ziewanie.
- Czy wie Pan, kto mówi? – po drugiej stronie odezwał się głos z lekkim wschodnim akcentem.
- No... chyba... domyślam się – odparłem dwuznacznie, bo nie miałem zielonego pojęcia kto był po drugiej stronie drutu. Liczyłem, że głos i tak zaraz mi powie.
- To dobrze, bo nam to ułatwi sprawę – ciągnął głos z telefonu – „Szakal” ma dla Pana ciekawą propozycję, Panie Bremer.
- Przepraszam, ale to najwyraźniej pomyłka – rzuciłem stanowczym i lekko poirytowanym tonem i odłożyłem słuchawkę. Nie lubię, jak ktoś budzi mnie w środku nocy. Tym bardziej, że mam jutro pierwszą zmianę.

Po chwili telefon zadźwięczał ponownie.
- Niech Pan nie odkłada słuchawki. – odezwał się ten sam głos ze wschodnim akcentem – Wiemy, że po tych ostatnich wybrykach z naszej strony, miał Pan prawo stracić do nas zaufanie. Tym razem jednak „Szakal” nie zamierza już z Panem więcej grać w kotka i myszkę, za drogo nas to kosztuje. No i te straty w naszych ludziach.....
- Przykro mi bardzo – odparłem i chciałem po krótkiej przerwie na ziewnięcie dorzucić, że to pomyłka, ale głos kontynuował.
- Nam też jest przykro, tym bardziej, że straciliśmy najlepszych naszych agentów.
- ... To pomyłka – udało mi się wreszcie dokończyć swoje poprzednie zdanie.
- Wiemy, że to była pomyłka z naszej strony. Nie doceniliśmy Pana. Dlatego chcemy ugody. Dajemy Panu 2 miliony, a Pan zaprzestaje swojej działalności. OK?
- Czy to jakieś żarty? – wrzasnąłem niemal do telefonu, bo spojrzałem na zegarek – było po trzeciej w nocy, ja musiałem o piątej wstać, by zdążyć na osobowy piąta trzydzieści do Małkinii, a tu ktoś mnie budzi i jaja se robi.
- No dobra – po krótkiej przerwie odezwał się głos w telefonie – niech będzie 5 milionów i luksusowa willa na Karaibach.
- 5 milionów czego? – zapytałem z głupiej ciekawości.
- Dolarów amerykańskich, jeśli poda Pan nam numer swojego konta, to za chwilę zrobimy przelew.

Aż usiadłem z wrażenia. 5 milionów dolarów, to jakieś.... jakieś.... (starałem sobie przypomnieć ostatni kurs USD/PLN) 14 milionów złotych.... i to z ogonkiem. Przy mojej pensji konduktora PKP i rocznych zarobkach (łącznie z łapówkami od gapowiczów) rzędu 19 tysięcy złotych.... musiałbym pracować na tyle kasy przez prawie 700 lat. Nie wiem, czy aż tyle uda mi się pociągnąć na kolei, bo wciąż straszą zwolnieniami.
- No jak? – zapytał głos w telefonie
- Muszę tylko podać numer konta i dostanę pieniądze? – upewniłem się jeszcze
- Tak. Ale jest jeden warunek, że już dziś najbliższym samolotem leci Pan przez Frankfurt do Miami, a potem wynajętym samolotem na Karaiby. Mamy już naszykowane wszystkie rezerwacje. A na Karaibach będzie na pana czekać luksusowy dom z basenem. Niech Pan tylko da nam już spokój i zakończy swoją działalność.
- Dziś mam lecieć na Karaiby? A żona? – w tym momencie spojrzałem na wciąż chrapiącą opok Helę.
- Ech, kobieciarz z Pana, Panie Bremer. Już tam będzie czekać jakaś „żona”. Powiedzmy czwarta vice miss Tajlandii. – głos w słuchawce przyjął nieco rubaszny ton.
- Słucham??? – rzuciłem zaskoczony
- No dobra – pierwsza vice miss. Zresztą co za różnica – one i tak są wszystkie jednakowe. Mówiono mi, że jest Pan drobiazgowy, ale żeby aż tak?
- Dobra, może być pierwsza vice miss – postanowiłem pójść w tej kwestii na ugodę.
- To jak? Poda mi Pan ten numer konta? Zaraz, jak tylko wsiądzie pan do samolotu, dokonamy przelewu. Będzie Pan sobie żył dostatnio w ciepłym klimacie do końca życia.

Zapaliłem lampkę nocną i poszukałem na stoliku, wśród niezapłaconych rachunków, ostatniego ostrzeżenia z PKO o przekroczonym debecie.
- 1234 6789 2220 1101 ..... – dyktowałem ostrożnie, by się nie pomylić – moje nazwisko Zenon Ociepka.
- Ocipka? – spytał głos
- Nie Ocipka, tylko Ociepka, od ciepania – rzuciłem wyuczoną formułkę, bo wszyscy od dziecka mylili się tak samo w moim nazwisku.
- Dobra, zapisałem – odezwał się głos – Ociepka, hehe... czy na to samo nazwisko potwierdzić wszystkie rezerwacje na samoloty oraz wystawić amerykańską wizę?
- Tak. O której mam być na Okęciu?
- O 6:54 ma Pan samolot do Frankfurtu. Bilety, wizę i dalsze instrukcje otrzyma Pan w kasie Lufthansy. Niech Pan poda hasło "Szary wilk" – głos był najwyraźniej bardzo zadowolony – ciszę się, że doszliśmy do porozumienia. Niech się Pan nie obawia. Nikogo z naszych ludzi nie będzie na lotnisku. Nie chcemy już więcej z panem zadzierać.

Wstałem z łóżka i ubrałem się szybko w stare dżinsy i szare polo. Spojrzałem na budzik – dochodziła 4 nad ranem. By zdążyć na lotnisko musiałem złapać jeszcze ostatni nocny autobus. Wyjąłem spod pościeli w szafie swój paszport i schowałem do tylnej kieszeni spodni.

14 baniek na koncie, dom w ciepłych krajach i vice miss Tajlandii.... hmmm.
Spojrzałem na swoją Helę. No tak – nawet do dziesiątej vice miss nieco jej brakowało... Rzekłbym, że brakowały jej same trzydziestki – 30 kilo (minus), 30 centymetrów (plus) i 30 lat (też minus).
- Gdzie łazisz po nocy, Zenek? – to ślubna się nagle obudziła i swym jak zwykle skrzeczącym tonem, poprawiając jednocześnie swoje papiloty, zadała to niewygodne pytanie
- Wychodzę do kiosku po papierosy, kochanie.
Śpij dalej.

piątek, 18 stycznia 2008, vampi_r

Polecane wpisy

  • Agent

    Miałem kończyć właśnie rozmowę ze swoją ukochaną, gdy w słuchawce pojawiły się jakieś trzaski i jęki. - Skończcie z tymi czułościami, bo już mnie zaczęło mdlić

  • Ząb

    Najpierw pojawiło się delikatne ukłucie, jakby niewidzialnej szpileczki. Gdzieś w okolicy dolnej szóstki, z której plomba wypadła jakieś 15 lat temu. Pomacałem

  • Nasza klasa

    Szedłem na spotkanie bez przekonania. „Przecież ja tych ludzi w ogóle nie pamiętam” – przypominałem sobie swoją rozmowę ze Staśkiem, z którym