To, co najważniejsze, kryje się pod czaszką.
Blog > Komentarze do wpisu
Śniadanie

Maciek zerwał się z łóżka na równe nogi. Zaspał. Za dwie godziny miał samolot do
Polski, a musiał jeszcze przejechać pół Nowego Yorku, by dostać się na lotnisko.
Złapał walizkę (jak to dobrze, że spakował się wczoraj) i ubierając się w
biegu wyleciał z hotelu łapać taksówkę.
Oczywiście nie jadł nawet śniadania. Choć żołądek przypominał o swoich prawach
do porcji jajecznicy na bekonie, kilku grzanek i szklanki soku pomarańczowego.
- Zjem coś na lotnisku - pomyślał.

Taksówkarzowi najwyraźniej nie spieszyło się.
Maciek poganiał go, jak mógł, ale ten chyba znał tylko OK po angielsku, bo w kółko powtarzał to jedno słowo. Maciek wpadł do budynku portu lotniczego w momencie, jak ogłaszali, że właśnie zakończyła się odprawa pasażerów lotu 80206 do Warszawy.
Pognał w kierunku bramki 23 potrącając po drodze kilka osób. Wpadł do samolotu w momencie zamykania drzwi.

Samolot zaczął właśnie kołować.
- Przepraszam Panią, kiedy podacie śniadanie - zziajany i jeszcze bardziej głodny Maciej zapytał stewardessy.
- Zaraz, jak osiągniemy prędkość przelotową, proszę Pana.
Maciek rozejrzał się dookoła. Obok niego siedział jakiś nieogolony arab, dalej kilku murzynów i jakieś zakonnice.
- No ładnie - pomyślał - przez tyle godzin nawet nie będzie z kim porozmawiać.
Tymczasem żołądek swoimi pomrukami coraz głośniej oznajmiał swoją pustkę, a kołowanie samolotu po płycie lotniska zdawało się nie mieć końca.

Właśnie zgasł napis "zapiąć pasy".
- No to wreszcie czas na śniadanie - pomyślał Maciek.
Ale w tym samym momencie siedzący obok arab zerwał się na równe nogi i odsłaniając baterię ładunków wybuchowych, którymi był przepasany zaczął coś wykrzykiwać.
Zamieszanie, jakie powstało, nie wróżyło szybkiego posiłku.
- Porywaj sobie samolot, ale po śniadaniu - jęknął Maciek.
- Whaaaat! - wrzasnął arab pochylając się nad wygłodniałym.
- Thaaat! - odparł Maciek, chwytając jednocześnie porywacza za obie ręce i zadając silny cios czołem w jego nos.
Konsternacja trwała kilka sekund, ale zaraz siedzący nieopodal murzyni zwalili się na nieprzytomnego porywacza obezwładniając go doszczętnie, a jedna z zakonnic zdzieliła go jeszcze swoją książeczką modlitewną przez głowę.
Zaraz potem rozległy się głośne oklaski i wiwaty reszty pasażerów.

- Och, gdyby nie Pan zapewne kiepsko byłoby z nami - odezwała się stewardessa.
- Dobra, dobra. Czy mogę wreszcie dostać swoje śniadanie?
- Och nie! Teraz musimy zawrócić na lotnisko, służby specjalne zajmą się porywaczem i przeszukają samolot, a Państwo zaczekają w hali tranzytowej. Potrwa to ledwie 4-5 godzin. Dopiero potem wystartujemy.


Maciek nie zastanawiał się długo. Szybkim ruchem zdjął z porywacza ładunki wybuchowe i przepasał się nimi.
-
A teraz proszę o śniadanie i to już!!!!
Nie wszyscy chyba wiedzą, że Polak jak głodny, to zły.

piątek, 15 lutego 2008, vampi_r

Polecane wpisy

  • Agent

    Miałem kończyć właśnie rozmowę ze swoją ukochaną, gdy w słuchawce pojawiły się jakieś trzaski i jęki. - Skończcie z tymi czułościami, bo już mnie zaczęło mdlić

  • Ząb

    Najpierw pojawiło się delikatne ukłucie, jakby niewidzialnej szpileczki. Gdzieś w okolicy dolnej szóstki, z której plomba wypadła jakieś 15 lat temu. Pomacałem

  • Nasza klasa

    Szedłem na spotkanie bez przekonania. „Przecież ja tych ludzi w ogóle nie pamiętam” – przypominałem sobie swoją rozmowę ze Staśkiem, z którym