To, co najważniejsze, kryje się pod czaszką.
Blog > Komentarze do wpisu
Nasza klasa

Szedłem na spotkanie bez przekonania.
„Przecież ja tych ludzi w ogóle nie pamiętam” – przypominałem sobie swoją rozmowę ze Staśkiem, z którym, jako jedynym z podstawówki, utrzymywałem kontakt do dziś.
„ – Przyjdź, będzie fajnie” – nalegał Stasiek.
Kilka razy zawracałem spod baru „U  Szwejka”, aż w końcu wszedłem, będąc mocno już spóźnionym. „Dobrze, że chociaż będzie Stasiek” – pomyślałem.


W środku od razu rzuciła mi się w oczy spora i mocno rozbawiona grupka ludzi. Ja im też rzuciłem się w oczy.
- Cześć – powiedziałem, podchodząc do nich.
Spojrzeli na mnie, jakby mnie nie poznawali. Ja ich też zresztą nie poznawałem.
- Janek jestem – przedstawiłem się.
- Janeeeek!!! – wrzasnęła jedna z biesiadniczek, bardzo elegancko ubrana, i rzuciła mi się na szyję – a miało Cię nie być....  Nic się nie zmieniłeś – dodała po chwili.
- Dzięki – odpowiedziałem – ćwiczy się – skłamałem.
Po kolei zaczęliśmy się witać, przedstawiając się jednocześnie (tak dla podkreślenia tego, że się nic nie zmieniliśmy). Większość z usłyszanych imion ani na trochę nie rozjaśniała mojej pamięci. Jedna z obecnych przedstawiła się jako Ela. Ela była tylko jedna w naszej klasie (z tego co pamiętam). Kochałem się w niej w piątej klasie. Była to moja pierwsza miłość, której się nie zapomina. Tyle tylko, że ta moja Ela była młodą i zgrabną blondynką z długimi warkoczami, a ta jest szatynką w średnim wieku, o fizjonomii ekspedientki ze sklepu mięsnego.
Ceremonia powitania dobiegła końca, a ja starałem się jakoś usadowić na wolnym miejscu - niewygodnym drewnianym stołku.


- A Ty, w której siedziałaś ławce – spytałem się po chwili siedzącej obok, by jakoś zagaić rozmowę.
- W żadnej – odparła – ja byłam Waszą wychowawczynią.
Moje faux pas  strasznie rozbawiło tą, która podawała się za moją pierwszą miłość.
- Janek tak rzadko bywał w szkole, że nawet nie wiedział kto i czego nas uczy – rzuciła rozbawiona rechocząc przy tym na cały lokal, aż reszta gości z niesmakiem popatrzyła w naszą stronę.
„Jak ja mogłem kochać się w tej babie” – pomyślałem -
E, chyba przesadzasz – dodałem głośno – trochę może chorowałem, ale poza tym...
Moje słowa strasznie rozbawiły wszystkich, niczym najlepszy skecz na Kabaretonie.
- Trochę chorowałem – przedrzeźniał mnie mocno łysiejący jegomość siedzący na przeciwko – najlepszy dowcip, jaki ostatnio usłyszałem. Ha! Ha! Ha!.

Zamówiłem od razu dwa piwa, by choć w ten sposób umilić sobie spotkanie z moją klasą.


- A gdzie Stasiek? – spytałem się wszystkich po chwili.
- Staszek dzwonił i powiedział, że się spóźni – odpowiedział jakiś facet, który chyba przedstawiał się jako Michał.
Przysłuchiwałem się dłuższą chwilę wspominkom sącząc powoli złocisty płyn. Niemal wszystkie tyczyły się mojej osoby. Okazało się, że w podstawówce byłem duszą towarzystwa i niezłym rozrabiaką.
- Pamiętasz jak w ósmej klasie wykradłeś i spaliłeś dziennik? – spytała się moja pierwsza miłość – Ale była afera.
- To nie ja – zaprotestowałem – To zrobił Zbyniek!
Moje słowa znów strasznie wszystkich rozbawiły. Od tej pory postanowiłem już więcej się nie odzywać.

Jak kończyłem piąte piwo, coraz więcej zaczynało mi się przypominać z tego, co mówili zebrani.  Wydawało mi się jednak, że wszystkim mylą się osoby związane z pewnymi zdarzeniami, a także okoliczności. To nie Marcin chciał wyrzucić nauczyciela od fizy za okno, tylko Stasiek i nie w szóstej, tylko w ósmej klasie. To nie Gosia złamała nogę na WF-ie, tylko Magda i nie na WF-ie, tylko na schodach. Z tym spaleniem dziennika też jakaś wtopa, bo wszyscy mnie tym obarczali, a nie Zbyńka. Poza tym ja w podstawówce byłem pilnym i grzecznym uczniem, a nie wagarowiczem i łobuziakiem. Najwyraźniej wszyscy pomylili mnie ze Zbyńkiem.
„Jednak ludzka pamięć jest mocno zawodna” – pomyślałem sącząc siódme piwo i by nie wyjść na kompletnego sklerotyka udawałem, że wszystko pamiętam dokładnie tak, jak wspominali to zebrani. Przyznałem się nawet do spalenia tego dziennika.

Spojrzałem ponownie na Elę, która zaczynała mi coraz bardziej przypominać tą blondynkę z warkoczami z piątej klasy.
- Pamiętasz, jak chodziliśmy w piątej klasie na randki? – w końcu odważyłem się ją o to spytać
- Janek! – odparła – coś ci się pomyliło. Ty z Martą (tu wskazała ruchem głowy na tą, która rzuciła mi się na szyję przy pierwszym powitaniu) byliście parą już od czwartej klasy i rozstaliście się dopiero w siódmej. Przez ten czas byliście jak papużki nierozłączki. Raz nawet na zabawie szkolnej dałeś Staszkowi w nos, bo chciał poprosić Martę do tańca.
Heh... pamiętam, że dałem w ucho, ale nie Staśkowi, tylko Grześkowi i nie za poproszenie Marty do tańca, tylko za obcięcie jednego warkocza Eli i podpalenie drugiego. Dla świętego spokoju przytaknąłem jednak, czując jednocześnie pewną ulgę, że to ta elegancka Marta okazała się moją pierwszą miłością, a nie Ela...

 - A pamiętacie, jak Janek przed każdą lekcją historii intonował pieśń z Pana Wołodyjowskiego? – zapytała Marta – to znaczy wtedy, gdy akurat był w szkole.
- Janek, zaśpiewaj – zawołali chórem wszyscy – nie daj się prosić!
Już starałem się przypomnieć sobie słowa i melodię z tego filmu, gdy zadzwoniła moja komórka.
- Gdzie się podziewasz? – ze słuchawki dochodził bełkot Staśka – obiecałeś, że przyjdziesz. Czekamy tu wszyscy na Ciebie.
- Gdzie ja się podziewam? – odbełkotałem – Raczej gdzie Ty się podziewasz? Bo ja siedzę tu z Wami od 3 godzin, a Ciebie wciąż nie ma.
- Gdzie siedzisz? – bełkot Staśka przybrał ton zdziwienia.
- Jak to gdzie? U Szwejka na parterze – odpowiedziałem.
- My się umówiliśmy U Szwejka, ale w piwnicy! – wrzasnął Stasiek  tak głośno, że jego głos doszedł do moich uszu bardziej z sąsiednich drzwi, niż z telefonu.

 Rozłączyłem się....

- Przepraszam bardzo – zwróciłem się do zebranych, którzy patrzyli na mnie w milczeniu – czy Wy jesteście ósma B z Korczaka?
- Nie – odpowiedziała Ela – my jesteśmy ósma A z Sempołowskiej.
- I na pewno nie macie nic wspólnego z Korczakiem? - musiałem się upewnić
- Dziś mamy aż 10 spotkań klasowych - powiedziała kelnerka, która akurat przynosiła mi kolejne dwa piwa - na prawdę nie trudno się pomylić.

 

czwartek, 30 lipca 2009, vampi_r

Polecane wpisy

  • Agent

    Miałem kończyć właśnie rozmowę ze swoją ukochaną, gdy w słuchawce pojawiły się jakieś trzaski i jęki. - Skończcie z tymi czułościami, bo już mnie zaczęło mdlić

  • Sylwester

    1 stycznia (około 6 rano) - Świetny Sylwester – rzuciłem wychodząc ze Ślubną od Grzegorzów – za rok zapraszamy do nas. - No co ty? – zdziwił s

  • Psy

    Właśnie obalaliśmy z chłopakami trzecie piwo pod sklepem, gdy z piskiem opon zatrzymała się koło nas czarna limuzyna. Wysiadł z niej jakiś facet w czarnym garni