To, co najważniejsze, kryje się pod czaszką.
Blog > Komentarze do wpisu
Ząb

Najpierw pojawiło się delikatne ukłucie, jakby niewidzialnej szpileczki. Gdzieś w okolicy dolnej szóstki, z której plomba wypadła jakieś 15 lat temu.

Pomacałem ząb językiem, by sprawdzić, czy może resztka z lunchu gdzieś tam się nie zawieruszyła. Dla pewności kupiłem gumę Orbit. Szpileczka jednak nadal kłuła i z każdą chwilą jakby robiła się coraz większa. Wróciłem z pracy do domu i zastosowałem stary, wypróbowany sposób mojego dziadka – szklaneczka wódeczki trzymana w buzi przez kilka minut.... Potem jeszcze jedna i jeszcze.... Sposób dobry, ale chyba wódka była zła, bo ból nie minął.

W nocy ząb nie dawał za wygraną, a ranek nie przyniósł ukojenia. Postanowiłem zastosować stary, wypróbowany sposób mojej babci – ząbek czosnku trzymany w okolicy bolącego miejsca. Nie pomogło, choć przed wyjściem do pracy zużyłem całą główkę.

W autobusie zrobiło się wokół mnie pusto, a jakaś starsza pani zatykając nos ustąpiła mi miejsce. W pracy od razu natknąłem się na szefa.

- Coś taki zmarnowany? – zapytał - ufff... ale od Ciebie jedzie – dodał po chwili – coś Ty jadł na śniadanie?

- Ząb mnie rozbolał i myślałem, że jak potraktuję go czosnkiem... – odpowiedziałem.

- Czosnkiem? – zdziwił się szef – Ja zawsze przegryzam kawałkiem lodu i mi przechodzi

Poleciałem do zamrażarki, która stała w sekretariacie Prezesa i wróciłem z kubkiem wypełnionym kostkami lodu.

W południe zadzwonił do mnie kierownik marketingu. Szczękając zębami z zimna usiłowałem wytłumaczyć na czym polega nowa strategia mojego projektu.

- Czy może Pan mówić trochę wyraźniej – usłyszałem w słuchawce – słychać Pana jakby był Pan na Antarktydzie

- Przee... praszam... ząb mnie boooli i staram się jakoś temu zaradzić lodem – odpowiedziałem dzwoniąc przy tym zębami

- Lodem? – zdziwił się kierownik marketingu – Najlepiej działa płukanie w szałwi.

Pobiegłem do pobliskiego sklepu zielarskiego. Zaparzyłem od razu całą paczkę.
Gdy wracałem do domu ból zęba stawał się momentami równie nieznośny, jak cały miot szczeniaków beagla. Postanowiłem zastosować kurację szokową – mrożona wódka z czosnkiem, a potem płukanie gorącym naparem z szałwi.

Usłyszałem jak klucz przekręca się w zamku w drzwiach wejściowych. To Ślubna wracała ze swojego fitnessu.
Zszedłem ze ściany i usiłowałem zachowywać pozory normalności przed swoją lepszą połową.

- Cześć Kochanie – Ślubna przywitała się jak zwykle – jak Ci minął dzień?

- Yhy... – odparłem.

- Co Ci jest? – Ślubna popatrzyła na mnie swym świdrującym niczym rentgen wzrokiem – wyglądasz jakby ząb Cię bolał.

- Yhy... – odparłem.

- Oj Skarbie, może czas najwyższy iść do dentysty? – poradził mój Terminator – a tym czasem masz tu paczkę Ibupromu.

Łyknąłem od razu cztery tabletki. Po godzinie ból zelżał.

Rano przeglądając się w lustrze stwierdziłem, że mój lewy policzek wygląda jakby użądliła go osa z Jurajskiego Parku. Nie raz bawiłem się w pracy deformując w ten sposób zdjęcie Prezesa w Paint Shopie. Teraz ja tak wyglądałem....

- Masz tu telefon do mojej dentystki – powiedziała moja Wampirzyca podając jakąś wizytówkę – zadzwoń  i umów się na wizytę.

- Yhy... – odparłem – „po co mam iść do dentysty jeśli już mnie nie boli” – pomyślałem.

Pojechałem do pracy uzbrojony w pokaźny zapas środków przeciwbólowych.

Po dwóch tygodniach przyzwyczaiłem się do opuchlizny na mojej twarzy. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie drobny fakt, że środki przeciwbólowe przestały działać...

Dałem za wygraną.

- No dobra, pójdę do tej dentystki – powiedziałem do Ślubnej

- Yhy – odparła – to się dobrze składa, bo już umówiłam Cię na jutro na 18:15.

Pojechałem pomimo, że w tym czasie leciał mecz w TV.

Odszukałem właściwy adres. Kilka minut pokręciłem się w kółko przed drzwiami gabinetu dentystycznego „Wiertaczek”. Wszedłem będąc lekko spóźnionym. I zaraz po przekroczeniu progu gabinetu ból zęba minął jak ręką odjął. Już chciałem się wycofać, ale było za późno...

- Witamy, zapraszamy – przywitała mnie jakaś pani w wieku poczwórnie pełnoletnim – To Pan był zapisany na 18:15? Pańska żona uprzedzała, że przyjdzie ktoś, kto się bardzo boi dentysty.

- „Dziękuję Ci Skarbie” – myśli o mojej Ślubnej przybrały zbrodniczy charakter.

Usadowiłem się na fotelu i otworzyłem buzię nucąc sobie w myślach znany przebój z lat 80-tych „Dentysta – Sadysta”.

- O!!! Ileż tu będzie do leczenia – powiedziała z zadowoleniem Dentystka kalkulując w myślach, czy wystarczy jej na nowe futro – a ta dolna szóstka, to niestety do wyrwania.

Kątem oka zauważyłem jak Pani Dentystka szykuje wielką strzykawkę....


******

Obudziłem się w domu. Szybko wymacałem językiem swoją dolną szóstkę. Była wciąż na swoim miejscu.

- Już się ocuciłeś Kochanie? – Ślubna pogłaskała mnie po głowie – Ale wszystkich przestraszyłeś.

- A co z moim zębem? – zapytałem cicho.

- Co się odwlecze... – odpowiedziała Ślubna – zapisałam Cię na jutro na 19:20.

Wiedziałem, wiedziałem, że na Ciebie mogę zawsze liczyć, Kochanie – pomyślałem i zacząłem analizować czy uda mi się do jutra uciec na inny kontynent.

czwartek, 22 października 2009, vampi_r

Polecane wpisy

  • Upał

    Gdy na dworzejest zimno, to wiadomo - można się cieplej ubrać. Ale co zrobić jak jest za gorąco? Ostatnio upały mamy nieziemskie. Pojechałem kupić jakis wentyla

  • Sylwester

    1 stycznia (około 6 rano) - Świetny Sylwester – rzuciłem wychodząc ze Ślubną od Grzegorzów – za rok zapraszamy do nas. - No co ty? – zdziwił s

  • Psy

    Właśnie obalaliśmy z chłopakami trzecie piwo pod sklepem, gdy z piskiem opon zatrzymała się koło nas czarna limuzyna. Wysiadł z niej jakiś facet w czarnym garni