To, co najważniejsze, kryje się pod czaszką.
RSS
czwartek, 20 września 2007
BASEN

Obudziłem się rano i mnie olśniło.
W pokoju gościnnym zrobię basen. Tak, to świetny pomysł. Nigdzie i u nikogo nie widziałem basenu w mieszkaniu w bloku, wszyscy więc będą mi zazdrościć.
I już zacząłem sobie wyobrażać jak goście zamiast przy normalnym stole siedzą sobie w basenie i posilają się z talerzy pływających na tackach, gdy leżąca obok ślubna zapytała:
- Nie śpisz już kochanie?
- Nie. Miałem sen i mnie olśniło. Zbudujemy sobie basen w pokoju - odpowiedziałem
- Yhyyy – ślubna zamamrotała gubiąc resztki sennych wątków i przeciągając się na łóżku.

Wstałem, ubrałem się i pocwałowałem do salonu robić projekt basenu.
Przed obiadem miałem wszystko rozrysowane na 20 kartkach. Plan ogólny, widok z góry, przekroje. Przewidziałem nawet półkę szeroką na 30 cm przy ścianie, by ślubna mogła przejść z zakupami do kuchni nie mocząc sobie stóp. Do kuchni niestety jedyna droga prowadziła przez nasz salon, co komplikowało mi co nieco możliwości, ale półka na przejście sucha stopą załatwiała sprawę.
Podczas obiadu przedstawiłem rodzinie swoją koncepcję rzucając dumnie na stół przed wszystkimi kartki z projektem.
- Co to jest? – nieśmiało zapytała ślubna.
- Jak to co? – odpowiedziałem – projekt basenu, który zbudujemy sobie w salonie. Mówiłem Ci rano, a ty się zgodziłaś.
- Ja?!?!?!?! – zdziwiła się ślubna.
- Czyż tyś oszalał synku? Po co Ci basen w pokoju? Jeszcze zalejesz sąsiadów – moja mama jak zwykle widziała dziurę w całym.
- O! Kolejny głupi pomysł taty – dodał Miecio
- Ależ tatku, w naszym 14-sto metrowym salonie nie zmieści się basen – dorzuciła swoje Jadzia.

- Jak wy nic nie rozumiecie!!! Wszystko się zmieści, pomysł wcale nie jest głupi i nie zalejemy sąsiadów – odpowiedziałem używając merytorycznych argumentów – tu macie mój projekt. W czasie obiadu ogłaszam konsultacje rodzinne.
Rodzina pochyliła się nad kartkami, na których wszystko było rozrysowane.
Po pięciu minutach przeglądania mojego projektu ślubna wstała od stołu.
- Komu dolewkę zupy? – spytała
- Mnie!!! – wrzasnął Miecio
- Ja już dziękuję, bo dbam o linię – odpowiedziała Jadzia
- A ja poproszę jeszcze troszkę – moja mama nigdy nie dbała o linię.
- Zaraz. Co Wy tu o zupie! Siadać! Teraz konsultujemy projekt basenu – odezwałem się urażony olewającym stosunkiem domowników wobec mojej wizji.
- Ależ co my tu mamy konsultować – odparowała ślubna – ta twoja wizja jest durna i tyle. Zapomnijmy o tym.
- Twoja żona ma rację synku – dorzuciła swoje mama.
- Co to to nie!!! – uparłem się – będzie basen i już. Proponuję demokratycznie przegłosować wszystko. Większość zdecyduje.


Wziąłem 5 kartek czystego papieru i napisałem na nich pytanie:
"Czy jesteś za rozwojem i zbudowaniem basenu w salonie wg mojego pomysłu?"
Poniżej wielki kwadrat z równie wielkim "
TAK". Obok mały kwadracik z jeszcze mniejszym "nie".
Rozdałem kartki wszystkim.
- Głosujemy. Głosowanie jest tajne. Kartki proszę wrzucać do szuflady w komodzie. Macie wszyscy czas do wieczornych wiadomości – zarządziłem.
Nie czekając postawiłem wielkie plus w kratce obok TAK, wrzuciłem do szuflady, po czym wyszedłem na spacer z psem.
Jak nastał koniec czasu na głosowanie zajrzałem do komody. Była tylko moja kartka....
Zwołałem wszystkich. Przyszli niechętnie.
- Po przeliczeniu głosów ogłaszam. W głosowaniu wzięło udział 20% uprawnionych. 100% głosujących opowiedziało się za rozwojem i basenem. Wolą większości budujemy więc basen w salonie.

Życie przerosło w tym przypadku fikcję:
http://miasta.gazeta.pl/bialystok/1,35241,4147971.html

 http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,4149166.html

17:39, vampi_r
Link Dodaj komentarz »
piątek, 07 września 2007
ZEMSTA PO LATACH

Przemek wpadł do nas zdyszany i bardzo, ale to bardzo podekscytowany.
Spojrzał na mnie z niepewnością w oczach...
- Jarek – podpowiedziałem.
- Jarku. Mam wam coś ważnego i bardzo okropnego do przekazania – wykrztusił Przemek po chwili jak już złapał oddech – proponuję spotkać się zaraz po drugim śniadaniu.
Przemek nieraz miał dziwne pomysły i urojenia, ale tym razem na jego twarzy widniało zdecydowanie i determinacja.
- Czemu nie – odparłem więc po chwili namysłu – zawiadomię swoich.

Zaraz po drugim śniadaniu w świetlicy zebrało się całe nasze bractwo.
- Słuchajcie – zaczął Przemek – właśnie wczoraj się dowiedziałem, że całe życie byliśmy oszukiwani!!!
Na sali zapanowała konsternacja....
- Jak to oszukiwani? – spytałem z niedowierzaniem – Od kogo masz te informacje?
- Nie ważne od kogo – powiedzmy że z pewnego źródła zbliżonego do kół pewnych – odparł Przemek. Znaczyło to ni mniej, ni więcej, że od swego brata.
- No to opowiadaj – niemal chórem zachęciło Przemka całe towarzystwo.
- No więc byliśmy oszukiwani, całe życie wpajano nam nieprawdę i to nieprawdę tak daleką od prawdy, że aż dostałem prawdziwego szoku, jak dowiedziałem się prawdy.
Przemek zawsze mówił dość rozwlekle i chaotycznie.
- A możesz podać jakieś konkrety – rzuciłem już lekko poirytowany.

- Otóż moi drodzyyyyy – Przemek modulacją głosu stworzył teraz prawdziwe napięcie – krasnoludki nie istnieją!!!!
- Jak to nie istnieją? – zapytał Leszek poprawiając sobie jednocześnie pieluchę.
- Normalnie, NIE ISTNIEJĄ – kontynuował Przemek – mało tego, te wszystkie opowieści o czarownicach i królewnach zamienionych w żaby, to zwykłe brednie.
- I o tych pięknych rycerzach, co pocałunkiem budzą królewny też?!?! – to Renatka niemal łkając pytała.
- Też – walnął bez ogródek Przemek – i o smokach też. To wszystko, co nam opowiadają dorośli to kłamstwo i zwykłe banialuki.
Spojrzałem w oczy Renatki i zauważyłem jak zachodzą łzami. Ona miała jeszcze coś w tych oczach, ale na razie nie bardzo wiedziałem co.
Rozejrzałem się po świetlicy. Całe towarzystwo wyglądało tak, jakby miało ryknąć płaczem.
- Nie, no teraz to przesadziłeś – warknąłem na Przemka.
- To granda! – krzyknęła Jola i poleciała z rykiem do łazienki.

Rozeszliśmy się w milczeniu. Tym bardziej, że nastała pora leżakowania i Pani Zuzia zaczęła nas układać do przedpołudniowej drzemki.
Ja jednak nie mogłem zasnąć. Cały czas myślałem o tym, co usłyszeliśmy od Przemka. Jeśli to wszystko, co nam powiedział było prawdą, to by znaczyło, że świat jest inny, niż nam wmawiano. To by znaczyło, że rzeczywiście dorośli nas podle oszukiwali. I to kto? – nasi rodzice. Ludzie, którym mieliśmy bezgranicznie ufać i kochać. I to wszyscy nasi rodzice. To jakaś zmowa dorosłych, jakiś układ!!!
Po co ja obcałowałem tyle tych żab? Ale durnia ze mnie zrobili.
Nie, nie, nie!!!! Trzeba coś z tym zrobić. Jakoś zadziałać i rozbić ten układ dorosłych. To nie może ujść im płazem. Przecież dorośli powinni mieć jakies zasady, a zasady zobowiązują. Ja chcę prawiedliwości.
Już ja się zemszczę!!!

- Czemu nie śpisz Jareczku? – to Pani Zuzia pochyliła się nade mną.
- Snuję plany na przyszłość pse Pani – odparłem.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------

Script by Vampi_r

11:48, vampi_r
Link Komentarze (1) »
czwartek, 06 września 2007
KOSZMAR

Przeglądałem ulotkę reklamową banku:

OKAZJA.
Superkredyt –  10% rocznie, możliwość negocjacji wysokości odsetek

- Czy to nie przesada, te 10%? – spytałem Pracownika Banku
- Uważa Pan, że to za mało? – odpowiedział Pracownik Banku – To może 15% Pana by satysfakcjonowało? W Superkredycie jest możliwość negocjacji wysokości odsetek
- Słucham? – rzuciłem oburzony – miałbym wziąć u Was kredyt i płacić 15% odsetek?
- Chyba źle Pan zrozumiał – odparł Pracownik Banku – to my Panu płacimy te odsetki.
- Jak to? – nie mogłem ukryć zdziwienia
- No normalnie – dajemy Panu 1 milion zł Superkredytu i dodatkowo płacimy 15% rocznie odsetek, czyli 150 tys. – wyjaśnił Pracownik Banku – Może Pan wziąć kredyt na 30 lat, a po każdym roku dopisujemy zapłacone odsetki do Pana kredytu i od tak skapitalizowanej kwoty naliczamy znów 15%. Tym samym płacimy Panu co roku coraz to większe odsetki. Po 30 latach będziemy musieli płacić Panu już ponad 5 mln.
Wybiegłem z Banku wietrząc w tym wszystkim jakiś podstęp i starałem się puszczać mimo uszu krzyki Pracownika Banku proponującego mi 20, a nawet 30% odsetek oraz miesięczną kapitalizację, bylebym tylko wziął od nich ten kredyt.


Na ulicy radośni przechodnie uśmiechali się do mnie, a każdy kolejny napotkany mówił mi „dzień dobry, piękny dziś dzień”. Zauważyłem jak młodzi ludzie w dresach i bez karków przeprowadzają staruszkę przez jezdnię niosąc jej jednocześnie ciężkie siatki z zakupami. Na rogu jakaś pani sprzątała trawnik po swoim piesku, a nieco dalej żebrak rozdawał ludziom pieniądze. Przechodziłem obok sklepu RTV. Przystanąłem na chwilę, by obejrzeć wystawę. Szła właśnie transmisja z obrad Sejmu, podczas której posłowie pod niebiosa wychwalali opozycję, a opozycja wygłaszała pochwalne peany pod adresem rządu.

Poczułem, że w głowie mi się kręci od tego wszystkiego. Poszedłem do lekarza. Ten zbadał mnie, osłuchał, zmierzył ciśnienie.
- Jest Pan zdrów jak ryba – odparł z uśmiechem Lekarz – a w dowód wdzięczności za badanie proszę przyjąć ode mnie tą bombonierkę.
Wyleciałem z gabinetu z czekoladkami pod pachą słuchając po drodze kilkunastu pozdrowień i wychwalania dzisiejszego dnia. Na ulicy z miejsca ci w dresach przeprowadzili mnie przez jezdnię, a żebrak wcisnął mi do kieszeni banknot 100 złotowy. Natknąłem się na Pracownika Banku, który zziajany i z gotową umową kredytową opiewającą na 75% odsetek zaczął mnie błagać, żebym tylko złożył swój podpis, wziął kredyt i założył u nich konto.

Nieeeeee!!!!
Obudziłem się z krzykiem zlany zimnym potem.
Zrzuciłem kota z pościeli i włączyłem nocną lampkę. Na stoliku obok leżała wczorajsza gazeta. Zacząłem nerwowo czytać nagłówki. „Korupcja w….”, „Były minister ujawnia kulisy układu…”, „Degręgolada klasy politycznej”, „Komisja śledcza w sprawie …”.
- Uffff… - westchnąłem uspokojony – wszystko wróciło do normy
Do pokoju weszła moja mama.
- Coś się stało synku? – spytała
- Miałem koszmar mamusiu – odpowiedziałem
- To nic syneczku, to tylko zły sen – mama wzięła mnie i przytuliła do siebie – może weź sobie dziś wolne, jesteś ostatnio taki przepracowany.
- Nie mogę mamusiu – odparłem tuląc głowę w jej ramionach – dziś spotykam się z Ministrami, a potem z Ambasadorem.
- Weź wolne – mama nie dawała za wygraną – w pracy zastąpi Cię dziś Lesio. Nikt się nawet nie zorientuje.
01:11, vampi_r
Link Komentarze (1) »
środa, 05 września 2007
Wróg Ludu

Przyszli po mnie o 5:30 rano. Załomotali w drzwi, a gdy nie otwierałem (nim się przebudziłem i uświadomiłem sobie, że ktoś wali w moje drzwi minęły dobre 2 minuty) wywarzyli je wraz z futryną. Było ich chyba z 30. Wszyscy w kominiarkach. Zwalili mnie z łóżka, pięciu funkcjonariuszy przycisnęło mnie twarzą do ziemi, a kilku kolejnych wykręciło ręce do tyłu i skuło kajdankami.
- O co chodzi Panowie? – wymamrotałem wreszcie
- Milcz śmieciu – syknął dowodzący akcją (tylko on na kominiarce miał przyczepione 4 gwiazdki).
Wyprowadzili mnie skutego i w pidżamie z bloku. Przed klatką stała telewizja, radio i prasa.
- Jak się Pan czuje jako wróg ludu? Czy warto było sprzeciwiać się władzy? Co by Pan zmienił w swoim postępowaniu? Czy był Pan molestowany w dzieciństwie? – dziennikarze przekrzykiwali się podkładając mi pod usta dziesiątki mikrofonów.
- Aaale.. o co chodzi? – wymamrotałem tylko.

Zawieźli mnie do jakiegoś gmaszyska z kratami w oknach. Zaprowadzili do obskurnego pokoju, w którym stało biurko z lampką, krzesło i stołek odwrócony do góry nogami. Chciałem usiąść na krześle, ale dostałem pałą przez plecy.
- Tu, tu siadaj – warknął jeden z funkcjonariuszy pokazując na stołek.
Po godzinie zjawił się jakiś człowiek. Usiadł na krześle za biurkiem i zaświecił lampą prosto w oczy.
- Tjaaaa – odezwał się po chwili przeglądając jakieś akta – sam przyznasz się do winy, czy mamy ci wszystko wyłożyć?
- Ale o co w zasadzie chodzi? – po raz trzeci tego ranka wymamrotałem to samo pytanie.
- O co chodzi!?!?!? – wrzasnął człowiek zza biurka – paragraf 44 „działanie na szkodę Państwa”. Minimum 15 lat więzienia!!!
- Że niby co? – spytałem nieśmiało
- A no to – odpowiedział człowiek zza biurka podsuwając mi pod nos teczkę.

Była to moja teczka.

- O tu – kontynuował człowiek zza biurka – zdjęcie jak idziesz w pochodzie 1-szo majowym i trzymasz w ręku portret Lenina.
Spojrzałem na zdjęcie i zobaczyłem siebie w wieku 8 lat.
- To nie Lenin, tylko Marks – odpowiedziałem – kazali całej klasie iść na pochód i zagrozili obniżeniem oceny ze sprawowania za nieobecność.
- Mamy kolejne zdjęcie – odparował człowiek – jak na koniec 6 klasy wręczasz swojej wychowawczyni tabliczkę czekolady. Artykuł 167 „przekupstwo urzędnika państwowego”.
- A no wręczam – nie zaprzeczyłem patrząc na zdjęcie – wszyscy coś wręczali, bo nasza pani wychowawczyni odchodziła ze szkoły.
- A to? – człowiek zza biurka nie dawał za wygraną pokazując akt mojego chrztu – nie ma wzmianki o bierzmowaniu.
- A no nie ma – odpowiedziałem – Jak może być taka wzmianka, skoro nie byłem bierzmowany?
- Ha, mamy cię!!! – wrzasnął człowiek zza biurka z nieukrywaną nutą triumfalizmu w głosie – Idziemy dalej. Dziś dokonaliśmy przeszukania twojego mieszkania – oświadczył przesłuchujący mnie – i znaleźliśmy to – tu pokazał koszulkę polo firmy Adidas.
- To jawne wspieranie obcego kapitału, czyli działanie na szkodę Polski, paragraf 576 – kontynuował
- Ależ to prezent jaki dostałem pod Choinkę – oświadczyłem – poza tym noszę same polskie ciuchy.
- W takim razie, co powiesz na to? – kontynuował człowiek zza biurka - Kopia wypowiedzi z forum, w której posłużyłeś się słowem Kaczor.
Popatrzyłem na kartkę papieru. Był to mój wpis z 2004 roku z jakiegoś forum, w którym krytykuję stan warszawskich ulic i inwestycji komunikacyjnych.
- Paragraf 666 „znieważanie najwyższych władz Państwowych” – ciągnął człowiek zza biurka.
- Ale wtedy najwyższe władze państwowe były tylko władzami w stolicy – zripostowałem przytomnie

- A to? – odparł człowiek – oryginał twojej karty do głosowania, na której krzyżyk postawiony jest w nieodpowiednim miejscu. Najwyraźniej nie chciałeś, by władze Warszawy stały się władzami Państwa. To artykuł 921 „usiłowanie uniemożliwienia organom walki z korupcją”, co w nowym kodeksie równoważne jest ze wspieraniem korupcji.
- O przepraszam – odpowiedziałem – nie udowodni Pan, że to moja karta do głosowania. Jest na niej tylko krzyżyk.
- Bądź spokojny – odparował człowiek zza biurka – pobraliśmy odciski palców, a krzyżyk został zbadany przez grafologa. Teraz kolejne dowody. Nagranie audio z twojego spotkania z pewną niewiastą. Oj, nie spotykaliście się tylko po to, by porozmawiać o pogodzie.... Złamałeś tym samym paragraf 1031 „obraza moralności”. Tym bardziej, że związek ów nie został wpierw uświęcony sakramentem małżeństwa.
- Czy żeście poszaleli?!?! – wrzasnąłem po odsłuchaniu 20-sto minutowego nagrania, które kończyło się okrzykami uniesienia – przecież za to wszystko, co Pan mi tu zaprezentował powinniście posadzić większość społeczeństwa!!!

 - I posadzimy, posadzimy. Możesz być tego pewny.

Script by Vampi_r

 

16:43, vampi_r
Link Komentarze (2) »
| < Wrzesień 2007 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30